W związku z trwającą operacją wojskową prowadzoną przez Izrael i Stany Zjednoczone przeciwko władzom Iranu, portal Future Arabia publikuje dwie wypowiedzi ekspertów ds. Bliskiego Wschodu przygotowane specjalnie dla naszych czytelników. Przedstawione opinie mają charakter spekulatywny, jednak opierają się na wyjątkowo bogatym doświadczeniu i wieloletniej praktyce tych osób w regionie.
Poniżej analizy dotyczą konsekwencji dla relacji gospodarczych z Polską oraz postawy państw Zatoki wobec eskalacji konfliktu.
Future Arabia: Czy, a jeśli tak, to w jaki sposób obecna sytuacja na Bliskim Wschodzie wpłynie na relacje gospodarcze z Polską i współpracę rodzimych podmiotów z kooperantami z krajów Zatoki?
Janusz Byliński — arabista, były dyplomata, ekspert Centrum Stosunków Międzynarodowych:
Gdyby Iran zdecydował się dokonać blokady Cieśniny Ormuz i był zdolny do utrzymania jej przez dłuższy czas, spowodowałoby to wzrost cen ropy naftowej i gazu — nawet do 150 dolarów za baryłkę, jak przewiduje się w najbardziej pesymistycznych scenariuszach.
Pierwszego marca br. Irański Korpus Strażników Rewolucji (IRGC) ogłosił, że po krótkim zamknięciu Cieśniny Ormuz ruch statków będzie wznowiony. Nie oznacza to jednak, że rządzący Iranem nie zdecydują się na ten krok ponownie, jeśli zostaną przyparci do muru w dalszym ciągu działań wojennych. Niepewność zatem pozostaje, która może doprowadzić do gwałtownego wzrostu cen samego surowca i wszystkich elementów łańcucha logistycznego, w tym ubezpieczeń, co odbije się na kosztach transportu i ostatecznie na cenach produktów dla konsumenta. Zahamowanie eksportu ropy z Iranu (głównie do Chin) także może wpłynąć na rynek.
Zarówno Arabia Saudyjska jak Zjednoczone Emieraty Arabskie mają możliwości transportu surowca poza Zatokę Perską — rurociągami do portów Morza Czerwonego i Zatoki Omańskiej. Natomiast blokada Cieśniny Ormuz zagroziłaby transportowi skroplonego gazu LNG z Kataru. Rezerwy Polski tego surowca wystarczaą na kilka tygodni, ale gdyby działania wojenne w rejonie Zatoki, a być może i Morza Czerwonego potrwały dłużej, to zapewne trzeba by negocjować dostawy z innych miejsc. Gdyby Arabia Saudyjska i i ZEA zmuszone były do korzystania wyłącznie z alternatywnych dróg eksportu, musiałyby one zaspokajać potrzeby wielu odbiorców, w tym Chin, co z konieczności powodowałoby ograniczenia w podziale wolumenu.
Blokady lub chociażby utrudnienia w transporcie mogłyby zaszkodzić nie tylko importowi surowców z Półwyspu Arabskiego, ale także produktów petrochemii i metali (aluminium). Raz przerwane łańcuchy dostaw mogłyby być trudne do szybkiego odtworzenia.
To samo dotyczy polskiego eksportu, chociaż tu łatwiej byłoby kierować towary do portów Morza Czerwonego, a stamtąd do krajów po wschodniej stronie Zatoki Perskiej. Niemniej zwiększone ceny przewozu mogą zagrażać konkurencyjności polskich produktów.
Ogólnie, niepewność co do dalszego rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie może wstrzymywać transakcje handlowe i planowane inwestycje. Dotyczy to Polski w takim samym stopniu jak innych państw, a może nawet większym, w rezultacie braku kontroli sieci przewozowych, niedostatków kapitału i braku w pełni sprawnych i wypróbowanych systemów ubezpieczania transakcji.
Natomiast w przypadku zakończenia wojny w stosunkowo nieodległym czasie i przy uniknięciu długotrwałego chaosu, kooperacja z Bliskim Wschodem może stanowić nową szansę dla biznesu. Pozycja państw Półwyspu Arabskiego może się umocnić, a nowy ład (jeśli uda się go osiągnąć) stworzy warunki do kontynuacji ambitnych, choć skalibrowanych terazplanów rozwojowych. Odbudowa państw i terenów zniszczonych wojnami pozwoli na zaangażowanie firm budowlanych i dostawców w szerokim zakresie. Wnioski wyciągane z przebiegu wojny, która dotyka obecnie cały region, wskażą kierunki rozwoju zdolności obronnych, co stwarza szanse dla tej dziedziny polskiego przemysłu.
Istotne jest, aby polscy przedsiębiorcy zaangażowani w rejonie Półwyspu Arabskiego i całego Bliskiego Wschodu przekazali swoim partnerom wyrazy współczucia i zrozumienia oraz zapewnili ich o nieprzerwanej woli współpracy.

Future Arabia: Dlaczego kraje Zatoki nie pozwoliły Amerykanom wykorzystać swoich baz do ataków na Iran i dlaczego same nie włączają się do konfliktu mimo irańskich ataków na ich terytorium?
Jakub Sławek — arabista, dyplomata, były ambasador RP w ZEA:
Po trzech dniach ataków Iranu na niespotykaną dotychczas skalę na arabskie kraje Zatoki sytuacja jest bezprecedensowa, zarówno w obszarze bezpieczeństwa, jak i polityki, a także gospodarki, chociaż to pewnie najmniej ważny w tej chwili komponent.
Po wielu latach wysiłków dyplomatycznych prowadzonych przez kraje Zatoki, zwłaszcza przez Zjednoczone Emiraty Arabskie, ale również pozostałe, które przyniosły wymierny rezultat w postaci osiągnięcia chłodnego pokoju z Iranem ten ostatni zdecydował się na zerwanie osiągniętych porozumień oraz zaprzepaszczenie obiektywnych szans na przewidywalność. Owa przewidywalność stosunków z Iranem wydawała się dla krajów Zatoki i samego Iranu wystarczająca, aby utrzymać odpowiadający obu stronom stopień zaufania. Zaufania, które z kolei pozwalało na mozolne budowanie wizji dobrego sąsiedztwa. Na przestrzeni minionych pięciu lat, po licznych wizytach na wysokim szczeblu, po wielu rozmowach telefonicznych wysokich rangą polityków, po konsultacjach politycznych ze stroną irańską wydawało się, że przewidywalność i stabilność są już gwarantowane. Tymczasem ataki Iranu na infrastrukturę publiczną i cywilną [krajów Zatoki — przyp. red.] pokazują, że Teheran nie był gotów dochować swojej części umowy o chłodnym zaufaniu. Oczywiście, co pragnę podkreślić, porozumienia te miały charakter gentlemen’s agreement, co nie tylko nie obniża ich znaczenia czy rangi, a może wręcz podwyższa, bo strony coś uzgodniły i wierzono, że uda się ten kruchy mechanizm zachować.
Arabskie kraje Zatoki nie zezwoliły wojskom amerykańskim na użycie baz na swoim terytorium do atakowania celów w Iranie, ponieważ właśnie nie chciały być częścią ataków na ten kraj. Dodatkowo do tej chwili państwa te nie zdecydowały się na odpowiedź militarną na irańskie naloty, które przybierają charakter zmasowany, bowiem mowa jest o setkach pocisków i samolotach bezzałogowych wystrzelonych w kierunku Emiratów, Kataru, Bahrajnu, Kuwejtu, Arabii Saudyjskiej, a nawet Omanu, który przecież negocjował aktywnie pomiędzy Iranem i Stanami Zjednoczonymi. Kraje Zatoki nie odpowiedziały dotychczas militarnie, bo nie chcą eskalować wojny i zwiększać ryzyka strat w ludności cywilnej, która w Zatoce jest bardzo międzynarodowa i zróżnicowana etnicznie, więc straty symbolicznie dotknęłyby dziesiątki państw.
Z tej opanowanej reakcji płynie głęboka mądrość przywódców państw Zatoki, którzy mają świadomość, ile już ten region widział wiele konfliktów i wojen oraz napięć, a w ostatnich latach udało się osiągnąć tak wiele w obszarze stabilności i przewidywalności, która wystarczała do współistnienia i budowania dobrobytu. Zakończę ten krótki komentarz słowami doktora Anwara Gargasha, wieloletniego wiceministra spraw zagranicznych Zjednoczonych Emiratów Arabskich, a dziś doradcy dyplomatycznego emirackiego prezydenta, który 28 lutego w wywiadzie podkreślił m.in. „Iran potrzebuje państw Zatoki do tego, aby ta wojna nie była długa i aby nie eskalowała”. To wiele mówi nt. tego, jak Emiraty i tamtejszy region postrzegają sąsiedztwo oraz podkreśla wiarę w powrót do rozmów dyplomatycznych.
Od redakcji: Obie opinie wskazują, że choć krótkoterminowo region wchodzi w fazę głębokiej niepewności gospodarczej, długofalowo kierunek relacji z państwami Zatoki będzie zależał od skali i czasu trwania konfliktu oraz zdolności regionu do powrotu na ścieżkę stabilizacji.