W wyniku wojny na Bliskim Wschodzie wyścigi o Grand Prix Bahrajnu i Arabii Saudyjskiej, które zaplanowano na kwiecień, zostały odwołane. Stolica Bahrajnu, Manama, została już trafiona pociskami, a Dżudda jest również oceniana jako zbyt ryzykownym miastem na organizację dużej imprezy sportowej. Wspierani przez Iran rebelianci Huti z Jemenu uderzyli rakietami w zakłady naftowe w pobliżu toru w Dżuddzie cztery lata temu.
Wyścig w Bahrajnie zaplanowano na 12 kwietnia, a zawody w Dżuddzie na kolejny weekend. Rozważano zorganizowanie imprez w Portimao (Portugalia), Imoli (Włochy) lub na torze Istanbul Park (Turcja). Uznano jednak, że czas na organizację wyścigu w jakiejkolwiek tej lokalizacji jest zbyt krótki, a szanse na uzyskanie opłaty za organizację — znikome.
Ponieważ nic nie wskazuje na zakończenie konfliktu między zwaśnionymi stronami, organizacja wyścigów byłaby związana ze zbyt dużym ryzykiem dla uczestników, kibiców i organizatorów. Żadne z tych wydarzeń nie zostanie zastąpione, więc sezon zostanie skrócony do 22 rund. Jak wynika z szacunków analityków firmy Guggenheim, Formuła 1 poniesie stratę w wysokości około 200 mln dolarów.
Arabia Saudyjska płaci za organizację mistrzostw około 55 milionów dolarów rocznie, a Bahrajn około 52 miliony dolarów. Są to jedne z najbardziej lukratywnych kontraktów w obecnym kalendarzu, wygasające odpowiednio w 2030 i 2036 roku. Łącznie opłaty te stanowią około 27 procent całkowitych przychodów F1, czyli ponad miliard dolarów, więc każde odwołanie wyścigu znacząco wpływa na wynik finansowy serii.
Decyzja ta oznacza, że nastąpi pięciotygodniowa przerwa między Grand Prix Japonii (29 marca) a wyścigiem w Miami (3 maja). Ostatecznie sezon będzie liczył 22 wyścigi zamiast 24, a po nowej przerwie wszystko będzie kontynuowane normalnie.
fot. Guy Percival/Pixabay